Doskonale pamiętam emocje, kiedy Gabrysia drżącą ręką przebijała ofertę w wyścigu po wymarzoną działkę. Na visningu kilka dni wcześniej było zaledwie 5 rodzin co jak na w sumie sensowną odległość (17km) od dużego miasta uniwersyteckiego z prężnie prosperującym przemysłem (SAAB) i dużym parkiem naukowo-technicznym (Mjärdevi Science Park) mocno nas zdziwiło. Drugą stroną medalu było to, że działka była kompletnie zapuszczona. Jest to praktycznie w 100% działka leśna z dużą ilością skał a na niej trzy budynki: 26m2 "duża stuga", 17m2 "mała stuga" i 1m2 wychodek. Powierzchnia działki to 1431m2 w sporej części zarośnięta 2-3-4 letnimi drzewami-samosiejkami. Dodatkowo jest ona nachylona, dając możliwość wybudowania domu z malowniczym widokiem... tak, tak... na położone 200m dalej jezioro :) Grunt to charakterystyczna dla tego regionu glina. Co do strategii licytacji nieruchomości w Szwecji nie będę się rozpisywał ale każdy kto próbował wie, że sporo w tym emocji i psychologii. Już na visningu, obserwując oglądających można się zorientować kto potencjalnie będzie się bił do ostatniej korony  o daną nieruchomość. Koniec końców nasza oferta okazała się najwyższa i staliśmy się posiadaczami gruntu w szwedzkiej wiosce Karlebo, niedaleko miasta Linköping w Östergötland. Nasza pierwsza reakcja po otrzymaniu potwierdzenia od maklera, że wygraliśmy była mniej więcej taka:

"Oooook... i co teraz?!?"